MENU

  • Jan Możdżyński - plakat wystawy

  • Plakat wystawy Michała Frydrycha

Wystawy

SALON JESIENNY 2000 - PRZEGLĄD PLASTYKI LUBUSKIEJ

LISTOPAD
 
Galeria BWA
 
Lubuskie przeglądy plastyczne zwane najczęściej Salonami Jesiennymi zawsze budziły duże emocje i zainteresowanie, zwłaszcza środowisk zielonogórskiego i gorzowskiego oraz szerokiej publiczności. Organizowane od 1972 roku, w miarę regularnie, Salony umożliwiały konfrontację postaw twórczych, informowały o aktywności parających się sztuką i panujących tendencjach. Na pewno stymulowały artystów, były i są panoramą plastyki, a od tego roku sztuk wizualnych, wymienionego regionu Polski. 
Salon Jesienny 2000 zorganizowano w listopadzie, w przestronnych salach gorzowskiego BWA. W interdyscyplinarnym pokazie, (…) dominowało malarstwo. Słabo wypadły „zagmatwane”, jak wyraził się jeden z widzów, plakat i rzeźba. Zabrakło tkaniny. W ekspozycji wzięło udział tylko dwóch fotografików, może dlatego, że fotografię po raz pierwszy włączono do prezentacji plastycznych.
Na wystawie wyróżniały się: pomysłowe obiekty Jerzego Gąsiorka Kursk I i II (wyróżnienie); fotoinstalacje Zbigniewa Sejwy, „schowane w przyległej salce”; Parawan i Obeliski Gustawa Nawrockiego (wyróżnienie), którego prace są rozpoznawalne na pierwszy rzut oka; oraz warte głębszej analizy Wariacje na temat pejzażu Wojciecha Plusta.
Obok kompozycji uderzających, w salonie znalazło się kilka obrazów wyciszonych, ale prezentujących bardzo wysoki poziom artystyczny. Należały do nich: perfekcyjny tryptyk Trzy kolory Jerzego Fedry (I nagroda) i wszystkie kompozycje Iwony Markowicz – Winieckiej. Ta artystka, jak mało kto, potrafi zwykłe zdarzenia nasycić własną emocjonalnością i wynieść do rangi dzieła sztuki; Poznań – Panorama XI – XII.2000 r.
 
Poziom prezentacji był różny: od prac słabych, prawie amatorskich do prac ważnych, przemyślanych, podejmujących intelektualną dyskusję ze sztuką i jej tradycją.
Wystawę otwiera tryptyk „Trzy kolory”, pokazujący dramatyczny, trochę teatralny pejzaż, w swym uniesieniu uczuciowym przypominający płótna malarzy doby romantyzmu. 
- Praca ta w sposób prosty, ale przejmujący odpowiada na oczekiwania współczesnego odbiorcy: zmęczonego zmaterializowanymi czasami i w ukryciu tęskniącego za romantyzmem – wyjaśniał prof. Bogdan Wegner, przewodniczący jury.
(…) chyba żaden z widzów nie potraktował obojętnie tych kompozycji, choć opinie były skrajne. Jedni zarzucali im zbyt publicystyczny charakter, drudzy wychwalali odwagę autora i bardzo dramatyczne, skłaniające do refleksji, przesłanie pokazanych przez niego prac. Wyróżniony „Parawan” Nawrockiego, rzeczywiście parawan, tyle, że bardzo malarski, zapełniony cytatami z obrazów dawnych mistrzów. Ich spokój, urodę, zakłóca obrysowująca je współczesna kreska, przechodząca w strugi spływającej farby. Być może te niedbałe strugi mają obnażyć fikcję każdej sztuki. A może poszukują tego momentu w którym plama staje się obrazem?
Udział w tegorocznym salonie zaproponowano też artystom fotografikom. Na zaproszenie odpowiedziało dwóch artystów z Gorzowa: Lech Dominik i Zbigniew Sejwa, którzy zaprezentowali dwie, interesujące instalacje. Ale prace te znalazły się w bocznej sali galerii. Trochę szkoda, bo przez to nie każdy z widzów mógł je odnaleźć; Hanna Ciepiela, Gazeta Lubuska – Kultura 06.11.2000 r.
 
Salon Jesienny to organizowane od lat przeglądy twórczości plastycznej środowiska lubuskiego. Odbywają się naprzemiennie, w Gorzowie i Zielonej Górze.
Tradycją Salonów jest to, że pokazują się te osoby, które pracują twórczo – mówi przewodniczący gorzowskiego oddziału ZPAP, Gustaw Nawrocki. 
W tegorocznej edycji przeglądu wzięło udział 29 artystów, którzy pokazali 75 prac. Oleje, rysunki, grafikę komputerową, rzeźby i instalacje. W tym roku po raz pierwszy pojawiła się na Salonie fotografia, potraktowana jednak trochę po macoszemu – prace Lecha Dominika i Zbigniewa Sejwy nie zostały wyeksponowane na Sali BWA, tylko na bocznej sali Centrum Promocji „Stilonu”. 
Kurs I i II to bardzo wymowne prace nawiązujące bezpośrednio do wydarzeń sprzed dwóch miesięcy. Jedna to odwrócona, stara wanna, z szybką, niczym iluminator, ukazującą falujący w wodzie marynarski kołnierz i z ustawionymi w czterech rzędach 118 krzyżami. Druga, to zawieszone na ścianie akwarium ubrane w zardzewiałą blachę, niczym obraz w passe-partout, ze 118 jednorazowymi maszynkami do golenia w środku…- To typowo męskie atrybuty – powiedział Jerzy Gąsiorek. – Ślady po ludziach, pamięć o nich ukryta w przedmiotach.
Parawan Gustawa Nawrockiego dotyka „wszystkiego”. Można w nim rozpoznać śródziemnomorskie korzenie tradycji, Antyk, czas – symbol przemijania i przemiany, i kryjącego Tajemnicę kruka. Rysowane miękką kreską obrazy jakby kryły się za grubo kładzioną szarością i czernią, ściekającą po nich nierównymi strużkami. – Zawsze cytuję trochę Antyku, bo to są dla mnie najdoskonalsze przedstawienia – mówi artysta. – Jednocześnie łączę je ze swoją ikonografią. Tworzę własną mitologię. Staram się podkreślać fikcję malarstwa… Ta farba ścieka, bo jest tylko farbą, nie rzeczywistością.
- Jest u Nawrockiego wszystko, co budowało naszą cywilizację – dodaje przewodniczący jury. – A równocześnie ten obraz, czy obrazy, nie wisi tylko stoi. Przegradza przestrzeń… Rodzi się pytanie z której strony chcielibyśmy stać. Co chcielibyśmy odrzucić na drugą stronę.
Bardzo średni był poziom prezentowanych prac. – Od niemal amatorskich, po bardzo wyrafinowane, interesujące, podejmujące intelektualny dialog z tradycją sztuki i z współczesnością – jak zauważyła G. Balcerzakowa. Na ścianach sali ekspozycyjnej BWA wiszą obok siebie kolaże sentymentalne Stanisława Antosza, naiwnie realistyczne portrety Bożeny Cajdler-Gruszkiewicz i bajecznie tajemnicze wzory Anny Szymanek. Łaskoczą w oczy pierzaste kręgi Zbigniewa Sztymoniaka. Zastanawiają symboliczne balustrady Iwony Markowicz-Winieckiej.
Organizatorzy, BWA i gorzowski oddział ZPAP, nie chcą komentować, czy oceniać poziomu pokazanych prac. – Na Salonie niekoniecznie pojawiają się najlepsze prace – mówi G. Nawrocki. – Każdy artysta ma wolną drogę, Każdy wybiera to, co chce pokazać. Robi to na swoją odpowiedzialność, podpisuje się przecież pod tym, co prezentuje…- To przekrój twórczy środowiska – dodaje J. Gąsiorek. – W zasadzie nie odrzucamy przysyłanych prac. A poziom? Niech każdy oceni go sam…; MOS, Ziemia Gorzowska Nr 45/ 09.11.2000 r.
 
 






wróć